Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 27

Temat: Stara Japonia znowu w Dakarze

  1. #1
    Senior Member Avatar zz44
    Dołączył
    gru 2013
    Postów
    557
    Motocykl
    XTZ 750 1992r.
    Skąd
    Gdynia

    Domyślnie Stara Japonia znowu w Dakarze

    Sami nie do końca wiemy, dlaczego zdecydowaliśmy się targać nasze spróchniałe złomy na jakieś afrykańskie zadupie, ale teraz nie ma co się nad tym zastanawiać.
    Pojechaliśmy i wróciliśmy, Michał na Hondzie Africa Twin XRV750 RD04 i ja, Wojtas, na Yamaha Super Tenere XTZ750.
    Z Trójmiasta samochodem z przyczepką do Genui, z Genui do Tanger Med. w Maroku promem GNV, i stamtąd już na kołach.

    Zrzut ekranu (54).jpg

    Przed wyjazdem:
    Moja yamaha to właściwie nie XTZ750 lecz 850.
    Gdy mój silnik 750 powędrował z Michem (hudecki) i jego tenerą do Azji, moja tenera już czekała na silnik 850 z TDM 3VD.
    Z Michem zaczęliśmy przekładkę a potem…..Michu odszedł.
    http://www.xtzclub.pl/threads/14859-...298#post185298
    Jego ekipa bardzo mnie wsparła i pomogła doszykować moto do wyjazdu, bo sam raczej bym tego nie połapał.
    Do tego moja yamaha ma w sobie elementy KTMa, DR650, FJ6 (czy FZ6?), Ducati i inne elementy TDM850. Czyli taki składak.
    Afryczka z tego co wiem cała w oryginale.

    Przygotowanie motocykla to jedna kobyła, praktycznie wszystko sprawdzone i wymienione, gaźniki wymyte, płyny nowe, zawory, napęd, opony, mocne dętki, uszczelki…
    Ale inna sprawa to przygotowanie przyczepki. Pożyczyliśmy golasa od znajomego i dostaliśmy pozwolenie na dostosowanie jej do przewozu motocykli. Nie taka prosta sprawa, ale w końcu metodą prób i błędów wypracowaliśmy system mocowania. Ale o tym może w innym temacie.

    W zeszłym roku inny znajomy próbował zrobić tę trasę również Afryką, ale na piachu w południowym Maroku spalił sprzęgło i wrócił na pace.
    Miał plan zaatakować znowu w 2020, podczepiliśmy się pod niego, a potem on niestety z przyczyn losowych musiał odpuścić, więc z Michałem sami dalej ciągnęliśmy temat.
    I przyznam, że przygotowanie takiego wyjazdu to spore przedsięwzięcie.
    Mapy, języki, waluty, dokumenty, ambasady, ubezpieczenia, nawigacje, stan dróg, granice, długość dnia, temperatury, stacje benzynowe, noclegi, realia krajów muzułmańskich, zakup giftów i podarków, zdrowie, szczepienia i zabezpieczenie medyczne…
    You tube, gogle maps, czytanie relacji, telefony i Facebook do ludzi, którzy już tam byli, wyklejanie mapy papierowej, kserówki dokumentów, wydruki map, notes z adresami i współrzędnymi…
    Przygotowanie stroju, pakowanie, szycie sakw (bo jechałem na Polaka, po taniości i sakwy były z plandeki Tira), części zapasowe, upychanie w zakątkach tenery….

    Bardzo nam pomógł Paweł, teraz już nie wiem gdzie go znalazłem, a numeru chyba nie zapisałem. Paweł sam zrobił tę trasę wiele razy i ciąga tam ekipy motocyklowe. Telefoniczna rozmowa z nim otworzyła nam oczy na wiele spraw. Początkowo planowaliśmy na przejazd Tanger-Dakar-Tanger dwa tygodnie. Po rozmowie z Pawłem przebukowaliśmy termin powrotu promem na kilka dni później, i słusznie.
    Serdecznie pozdrawiamy Pawła i jeśli jest tu na forum albo ktoś wie o kogo chodzi, to proszę niech mu przekaże nasze podziękowania.

    Przygotowywanie motorka, głównie elektryka (ciąganie gniazd na kierownicę, do kufra, przy okazji remont i zrobienie porządku w instalacji), zajmowało całe dnie (czasem i noce) przed wyjazdem. Miałem gotowym przyjechać do Michała 03.01.2020 i u niego spać, ale z uwagi na opóźnienia przyjechałem dopiero 04.01 rano. Wciąganie motorków na przyczepkę, mocowanie, na to folia stretch i ruszamy ok. 11ej.
    I co, akurat zaczyna padać śnieg. Naprawdę dużo. Niedobrze, bo tego dnia musimy dojechać aż na południe Niemiec.

    DSC02143.jpg

    DSC02145.jpg

    Jedziemy powoli, bo te dwa kloce trochę ważą i czuć po samochodzie obciążenie.
    Piaskarko-solarki. I cały ten drogowy syf idzie na motorki. Stretch już się poszarpał i powiewa na bokach, motorki wyglądają jak Jack Sparrow na dziobie swojego galeonu. Ale nie chcemy być jak Jack Sparrow, ściągamy resztki folii i dawaj na autobahny.

    IMG_20200104_161508.jpg

    DSC02148.jpg

    Nudne jak cholera, ciągle krążymy wokół tego samego miasta (Ausfahrt) ale jakoś dojeżdżamy w nocy do klasycznego motelu jak z filmów amerykańskich z lat 70-ych. Auto z motorkami na parkingu i od razu wejście do pokoju. No, z tą różnicą, że tu jest rezerwacja przez Internet, kod do otwarcia drzwi, WIFI w pokoju i brak obsługi.

    Zimno to się przytuliły.
    IMG_20200104_230039.jpg

    Śpi się dobrze, ale rano dalej w trasę. Wychodzę a tu cud. Szprychy przedniego koła tenery w ciągu jednej nocy zaszły piękną, rudziutką rdzą. Rok temu były zaplatane jako nowe, u Pawła Króla, i jak zwykle Paweł zaplótł perfekcyjnie, ale zażyczyłem sobie zmianę fabrycznych na komplet nowych, bo już dwie miałem złamane.
    No i mam. Porównanie starej japońskiej stali do współczesnych wyrobów czekoladopodobnych.

    DSC02149.jpg

    A poza tym każdy odkryty stalowy element też się zażółcił.
    Mamy dylemat czy jechać przez Austrię czy Szwajcarię. Wychodzi na to, że szwajcarska winieta starcza na przejazd w obie strony, jest krócej i coś tam jeszcze przemawia na korzyść. Ale trochę się dygamy, bo auto ma pękniętą szybę, już nie zdążyliśmy wymienić przed wyjazdem. Ale jedziemy. Widoczki piękne, zawsze chciałem objechać Szwajcarię motocyklem, ale hamuje mnie restrykcyjne prawo drogowe. Zauważą kapkę oleju i dupa, milion euro mandatu i laweta, o ile nie konfiskata sprzętu. Poza tym drogo, spać nie można na łące tylko w hotelu za 300 euro itp…

    DSC02204.jpg

    DSC02213.jpg

    Ale jedziemy sobie miło, Szwajcaria jest czysta, wręcz sterylna, brak billboardów, nikt nas nie wyprzedza, chociaż czasem na ośnieżonych winklach zjeżdżamy naprawdę wolno.

    DSC02215.jpg

    DSC02216.jpg

    DSC02230.jpg

    Stajemy na jakiejś stacji pomiędzy górami. Naprawdę ładne widoki. Wracamy do auta i widzimy że koło motorków kręci się jakiś gość.

    DSC02234.jpg

    Widzimy, że to nie złodziejaszek, a facet zainteresowany sprzętem. No i nie mylimy się. Nie pamiętam imienia, ale pan jest kierowcą Tira, ma tutaj przerwę przez cały weekend, pochodzi ze Świdnicy, sam również ma Afrykę i synów, z którymi razem jeździ motorkami i renowuje stare samochody. Bardzo sympatyczny człowiek, jeśli ktoś wie o kogo chodzi to proszę przekazać pozdrowienia!
    Miło się rozmawia ale czas goni. Aha, i pan również potwierdza wcześniejsze informacje na temat Szwajcarii, że to państwo policyjne. Brrrrr.
    Wjeżdżamy do Italii i od razu zmiana klimatu. Dosłownie po kilkuset metrach. Syf, śmieci w rowach, odrapane budynki, architektura śródziemnomorska, poobijane auta, ogólnie pojęty luz.
    Mamy upatrzoną agroturystykę gdzieś w górach, La Busala, z 30 km przed Genuą. Ale trzeba tam się wspinać po takich serpentynach, że głowa mała. Dobrze że wjeżdżamy po ciemku to nie widzimy więcej, ale cholera ciężko. Dochodzimy do wniosku że na powrocie chyba motorkami nie damy rady się tu wspiąć.

    Jest agroturystyka. Kurcze, prawdziwa agroturystyka, a nie po polsku, gdzie na wiosce stoi hacjenda z basenem, klimatyzacją i cateringiem. A krowy są, owszem, w najbliższej biedronce w zamrażarkach.

    Te agroturystykę prowadzi małżeństwo Włochów, Roberto i Barbara. To stara chałupa włoskich górali, Roberto ma dłonie spracowane, uścisk jak niedźwiedź. Barbara mimo wieku niemłodego i roboczej kufajki, nadal jest czarującą i naturalnie piękną kobietą. Ach te Włoszki. W domu pachnie jak dawniej na polskiej wsi, skromnie ale czysto, wiszą robocze ubrania, wszędzie stoją stare meble i sprzęty, ale dalej używane a nie jako element wyposażenia.
    W sali jadalnej na dole jest kominek i ciepło. Dostajemy kolację, zupę nietradycyjną, po prostu z ziemniakami i kiełbasą, ale przepyszna. No i deser musi być, po włosku. Talerz słodkości: tiramisu, pocałunek damy (jakieś takie ciasteczko), czekolada z lokalnej wytwórni, biały kawałek ciasta czy czekolady z orzechami. Mniam. Aha, przecież Nutella pochodzi też z tego regionu!
    Przychodzi syn państwa, studiuje gdzieś tam ale chyba dobry chłopak. Barbara uczy angielskiego gdzieś we wsi, więc swobodnie rozmawiamy.
    Państwo obok przyjmowania gości dalej prowadzą gospodarstwo, więc po przywitaniu nas, nakarmieniu i krótkiej pogadance przepraszają, ale muszą wracać do roboty.
    To my też do spania.

    (Jak usuwać dublujące się miniaturki?)

    - - - Zaktualizowano - - -

    06.01.2020

    Piękny poranek, na posesji wierzba jak w Polsce. Pies radośnie merda ogonem, kocięta wygrzewają się na słońcu. Ale na trawie cieniu jest przymrozek.

    Załącznik 27131

    Schodzimy na śniadanie, w domu poza pokojem jest zimno. No i teraz….chleb, masło i dżem. I kawa lub herbata. Zagryzamy czekając aż przyniosą coś konkretnego. Ale Roberto poszedł do obory, Barbara coś robi w domu. To tyle jeśli chodzi o śniadanie. I widocznie cały basen Morza Śródziemnego tak je, oraz afrykańskie kraje postkolonialne. Bagietka, masełko i tyle.

    Załącznik 27132

    Załącznik 27133

    No dobra, nawet okruchy zjedzone, to pytamy Barbary czy ich syn pomoże nam ściągnąć motorki z przyczepki.
    - On jeszcze śpi, ale my wam pomożemy!
    10.30 a młody śpi, gdy starzy zapieprzają na gospodarce?? Czegoś tu nie rozumiem.

    Załącznik 27134

    Pomagają, a my pakujemy sakwy, motocykle, baniaki na paliwo, aż do 15ej. Chowamy kasę w ubraniach, na motocyklach, w drugich portfelach.
    Młody się obudził, odkurza swojego golfa ze słuchawkami na uszach.
    Żegnamy się, auto i przyczepka zostają na posesji obok traktora i maszyn rolniczych, a my się staczamy naszymi mastodontami w kierunku Genui.

    Załącznik 27135

    Stromo jak jasna cholera ale widoki piękne, warto. Chociaż nie ma wiele czasu na podziwianie, musimy ogarniać ciasne serpentyny i dziury w asfalcie.
    Na dole cieplej, 8-9 stopni. Uliczki ultra ciasne, każde auto przetarte.
    Widać że Genua to stare miasto, tunele jak z czasów średniowiecza, stare kamienice z drewnianymi okiennicami, ruiny murów obrośnięte bujnym bluszczem. Wyobraźnia pracuje.
    Bliżej centrum ruch gęstnieje, młodzi modnie ubrani, drogie sklepy.
    Znajdujemy prom, gość na wjeździe potwierdza bilet, ale cofamy się jeszcze po zakupy, bo przez 53 godziny nie mamy wykupionych posiłków.

    Załącznik 27136

    W markecie mnóstwo ciapatych, ochrona już przeszukuje torbę jakiegoś czarnego, który sili się na minę niewiniątka.
    Wjazd pod prom, trzeba zostawić moto, całe szczęście obok kamperów, i iść do kontroli paszportowej. Wygląda to tak, że przed drzwiami kłębi się chmara Arabów, co jakiś czas drzwi się otwierają, a ci goście tratując się, z dzikim wrzaskiem przepychają się do drzwi.
    Trochę nas zastanawia, że mało w tej kolejce białych, może jest inna kolejka, nie wiem. Ale po ok. 2 godzinach wchodzimy, wypisanie kwitka i cześć.

    Przepychamy się motorkami do przodu, Szwajcar w kamperze z uśmiechem zjeżdża na bok, inni stoją ale i tak się przeciskamy.
    Na promie wskazują miejsce, zajeżdżamy, a tam Malezyjczyk fachowo sztormuje motorki.

    Załącznik 27137

    Zabieramy graty i do kajuty. Jest 4-osobowa, metr na półtorej z maleńką łazienką mamy cichą nadzieję, że nikt więcej tu nie wejdzie. Ale dochodzi dwóch Marokańczyków.

    - - - Zaktualizowano - - -

    07.01.2020
    Śpimy do późna, o 9ej już ja mam dość, ale Maroko śpi do 10ej. A potem się ubierają i idą do swoich kumpli, którzy przesiadują w holach i przy stolikach wokół pustego basenu.

    Załącznik 27138

    O 11ej wzywają nas na salę konferencyjną, jeszcze raz sprawdzenie paszportów. Myślimy, że tylko biali, ale zaraz schodzą się wszyscy, a tymczasem my już jesteśmy załatwieni.

    Załącznik 27140

    Dzień mija na spacerowaniu po pokładach, przygotowywaniu GPSa, intercomów, robieniu żarcia z liofilizatów i zupek chińskich. Są jeszcze kajuty 2-osobowe z widokiem na morze, oraz sale wieloosobowe, z fotelami lotniczymi, gdzie całe rodziny koczują na podłodze przez całą podróż.
    Jest też sala modlitw.

    Załącznik 27139

    Starszy pan Marokańczyk bardzo wdzięczny za kawę, młodszy, Abdou, mieszka w Casablance. We Włoszech sprzedaje coś tam na straganach, wozi jakieś sprzęty do Maroka swoim zapakowanym po sufit dostawczakiem, a w Casablance ma mieszkanie, które wynajmuje przez Air BNB. No spoko, myślę sobie, młody obrotny chłopak, nie siedzi jak inni na zasiłku. Abdou zaprasza do siebie do Casablanki, ale i tak wiemy, że widzi w nas klientów.

    Załącznik 27141

    Przybijamy do Barcelony, ale nie można zejść na miasto. Ale katedrę widać!

    Załącznik 27142

    - - - Zaktualizowano - - -

    08.01

    Śpimy jeszcze dłużej. Śniadanie na górnym pokładzie z widokiem na morze.
    Dzień mija spokojnie, nic się nie dzieje, coś tam szyjemy, sprawdzamy trasę. Naraz wiadomość, że o 17.30 wypad z pokojów, a przybycie do Maroka dopiero o 20.00. Wymiana numerów z Abdou, czekamy jeszcze ale wchodzą ekipy sprzątające. Pytamy miłej pani Włoszki z obsługi, gdzie mamy się podziać, każe zejść gdzieś tam na dół. Ale Boże, co za uśmiech…. Koczujemy z innymi na korytarzu, dokańczamy nowy film Tarantino. Widzę już drugi raz, jak dla mnie mistrzostwo, stary dobry Quentin, a scena z Brucem Lee fenomenalna.

    Na pokład samochodowy. Oprócz nas żadnych moto, każdy samochód obładowany ponad normę, co w Afryce okazuje się właśnie normą.
    Szybki wyjazd z promu, szybka kontrola paszportowa, trochę dłuższa celna. Podchodzi Abdou z kwaśną miną. Jego, jak i innych Marokańców, trzepią ostro.
    Nas tylko policja pyta czy mamy drony. Oczywiście nie mamy, ale jakby ktoś chciał zabrać to niech wie, że jest zakaz wwożenia dronów do Maroka.
    Kupujemy marokańskie karty SIM, mogę tylko używać Internetu, ale nie mogę dzwonić. Nie wiem czy w ogóle nie można czy tylko nas zrobili w balona.

    Mnóstwo kamperów i wyprawówek, dziwnym trafem sporo z nich to stare Land Cruisery serii 80. Poznajemy sympatycznych starszych państwa z Francji, właśnie z takiej toyoty. Na aucie folia z planem wyprawy do Pekinu czy Szanghaju. Pytam czy już tam byli?
    - Nie, to w planach na wakacje.
    A teraz tak-o jadą sobie na Saharę.

    Załącznik 27143

    Ogólnie kupa ludzi z kamperów nam macha.

    Załącznik 27144

    Opuszczamy port. Wjazd na rondo i zdziwienie, gość mnie nie puszcza tylko ładuje się przede mnie. No i czytałem, że oni tutaj mają swoje zasady jeśli chodzi o ronda. Jeśli jesteś rozpędzony i jedziesz na kozaka prosto przez rondo, to ten na rondzie widzi to i ustępuje.

    Mamy upatrzoną miejscówkę do spania przy drodze „w lesie”.
    „Las” okazuje się ok. 2m gęstymi krzakami, przy drodze głęboki rów, za nim hałdy śmieci, a do tego cały teren mocno pochylony. O spaniu tutaj mowy nie ma, jedziemy na górę, stoją tam same rezydencje, ale są też dwa płaskie place przygotowane pod budowę. Tam się rozbijamy w świetle księżyca. Wieje ale jest ciepło.

    Załącznik 27145

    Na stromej skale napisy sławiące króla.
    W ogóle port Tanger Med. (Mediterrain - Śródziemnomorski) jest ponoć największym i najszybciej rozwijającym się portem Afryki. Ciągnie się długimi kilometrami wzdłuż wybrzeża, wciśnięty między morze a linię pagórków.
    Port Tanger i Tanger Med to dwa różne porty.

    Załącznik 27146

    - - - Zaktualizowano - - -

    09/01.

    Dopiero tutaj przygoda start.
    Rano słychać muezzina, dziwna zmiana czasu, której do dzisiaj nie rozumiem.
    Na promie sami nie wiedzieli i mieli sprzeczne informacje, tutaj komórka sama się przestawia, na mapach stref czasowych Maroko jest w tej samej strefie co Europa, a miejscowe zegary wskazują ok. 45 minut w tył.

    Śniadanie, pakujemy się, przychodzi strażnik pilnujący terenu. Pytamy czy no problem, ok. Pełna kultura. Mówimy że jedziemy do Dakaru.
    - Inszallah.
    „O ile Allah pozwoli”

    Załącznik 27147

    No to ogień na autostrady.
    Ludzie po drodze machają przyjaźnie.
    Jaka to Afryka, wszędzie tu zielono, a na łąkach biało czarne krowy jak w Krużewnikach! Nawet bociany po polsku klekoczą!
    Autostrady płatne i to niemało, co chwila bramki, raz na bilecik, innym razem płacisz z góry za przejazd.
    Ale autostrady świetne, można pocinać na dystans.

    Załącznik 27148

    Na stacji spotykamy Polaka z synem w Land Cruiserze 100, wracają z pustyni, byli pojeździć po wydmach. Czekają jeszcze na drugie auto.

    Załącznik 27149

    My dalej ciśniemy.
    W planie jest spotkać się z rajdem Eco Africa Race. Mamy dwa punkty, gdzie możemy się z nimi przeciąć. Smara (As-Smara, Es-Smara, Esmara), a jeśli nie to kolejnego dnia w Dakhli (Ad-Dakhla).
    Dzisiaj już do Smary nie dojedziemy.
    Odnotowuję spalanie w okolicach 8 litrów. Cholera dużo, nawet jak na autostradę i obciążony motocykl.
    Ale Michałowi też więcej pali, może paliwo gorsze tu mają.
    Na stacji kanapka z tuńczykiem 32 dirhamy.
    Zjazd w podrzędną drogę do miasteczka, na motel.

    Załącznik 27150

    I od razu jak do innego świata….slums, syf, gruz na ulicach, domy niewykończone, dziurawa droga, czasem w ogóle bez asfaltu…

    Załącznik 27151

    Ale motel to Bizancjum. Marmury, perfumy w hallu, kryształowe żyrandole, gość z recepcji nosi nam bagaże jakbyśmy byli nadętymi kolonistami w korkowych kapeluszach z początku XX wieku.

    Załącznik 27152

    ale pokoje wykończone już :po afrykańsku"

    Załącznik 27153

    Załącznik 27154

    Motorki wędrują na tył, „tam bezpieczniej”

    Załącznik 27155

    Motel 15 euro.

    Dla porównania mapka trasy rajdu Eco Africa Race 2020.

    Eco Africa MAP FINALE 2020_0.jpg
    Attached Images
    Ostatnio edytowane przez zz44 ; 26 marzec 2020 o 01:06

  2. #2
    Senior Member Avatar Tomek2071
    Dołączył
    kwi 2017
    Postów
    382
    Motocykl
    Yamaha xtz 750 super tenere
    Skąd
    Dubielno

    Domyślnie


  3. #3
    Senior Member Avatar AdamB
    Dołączył
    mar 2012
    Postów
    516
    Motocykl
    KTM LC4 640 ADV
    Skąd
    Skierniewice

    Domyślnie

    Elegancko

    ...ale część zdjęć mi się nie wyświetla.

  4. #4
    Senior Member Avatar Pablo1972
    Dołączył
    wrz 2013
    Postów
    569
    Motocykl
    XTZ 850, Bmw f800gs
    Skąd
    Łódź

    Domyślnie

    Relacja super!! Faktycznie ze zdjęciami lipa, nie wyświetlają się.

  5. #5
    Nie wylewa za kołnierz Avatar marcinjunak
    Dołączył
    sty 2010
    Postów
    5,655
    Motocykl
    KTM 950 ADV, I dream about... little more orange power :)
    Skąd
    Dęblin-Wawa
    GG
    GG: 2320727

    Domyślnie

    Dobrze się zaczyna ale zrób inaczej ze zdjęciami, wrzuć sobie na googla i potem na forum tylko linkuj do zdjęcia, wtedy wszystko będzie się ładnie wyświetlało,
    na forum masz poradnik jak umieszczać zdjęcia.
    Był Junak M10, WSK125, potem xt600z i xtz750 aż w końcu przyszło nawrócenie, lc4 620 sc, exc 520, a teraz Hidden Content
    No i oczywiście WSK 125 73' jest nadal, fajnie powspominać szczeniackie czasy Hidden Content
    Hidden Content

  6. #6
    Senior Member Avatar zz44
    Dołączył
    gru 2013
    Postów
    557
    Motocykl
    XTZ 750 1992r.
    Skąd
    Gdynia

    Domyślnie

    Kurka faktycznie.
    Marcin, czy możesz usunąć część posta, tam gdzie już nie ma zdjęć?

  7. #7
    Member
    Dołączył
    kwi 2019
    Postów
    144
    Motocykl
    xtz 750
    Skąd
    Kielce

    Domyślnie

    Szacun .........czekam na resztę relacji .

  8. #8
    Senior Member Avatar dziunek69
    Dołączył
    lis 2013
    Postów
    572
    Motocykl
    KTM 990 ADV
    Skąd
    Dżirakowo

    Domyślnie

    No panie kochany, jestem pod wrażeniem.

  9. #9
    Senior Member Avatar zz44
    Dołączył
    gru 2013
    Postów
    557
    Motocykl
    XTZ 750 1992r.
    Skąd
    Gdynia

    Domyślnie

    Dorzucam zdjęcia, najpierw 06.01

    1.jpg

    2.jpg

    3.jpg

    4.jpg

    5.jpg

    6.jpg

    7.jpg

    - - - Zaktualizowano - - -

    07-08.01

    Trochę nie po kolei

    barc.jpg

    basen.jpg

    DSC02261.jpg

    DSC02264.jpg

    DSC02262.jpg

    DSC02265.jpg

    prom ekr.jpg

    prom.jpg

    Zrzut ekranu (32).jpg

    sala mod.jpg

  10. #10
    Senior Member Avatar zz44
    Dołączył
    gru 2013
    Postów
    557
    Motocykl
    XTZ 750 1992r.
    Skąd
    Gdynia

    Domyślnie

    09.01

    rano.jpg

    patrol.jpg

    autostr.jpg

    dojazd1.jpg

    slums.jpg

    hotel.jpg

    palma.jpg

    wyk1.jpg

    wyk2.jpg

    - - - Zaktualizowano - - -

    10.01

    10.01

    Rano koło motorków kręci się gość w grubej narzucie, ale ni w ząb w ludzkim języku. Trochę z nim na migi gadamy, rozumiemy tyle, że jest tu strażnikiem terenu.

    ochrona.jpg

    rano.jpg

    Cykamy zdjęcia z tą jego sukienką i jedziemy obok na stację tankować.
    Tam gostek od tankowania pyta, czy coś zostawimy temu strażnikowi, bo całą noc pilnował motocykli.
    Jasne, kurcze, nie zczailiśmy od razu, że ten gość nieśmiało próbował dać nam znać, że całą noc pilnował sprzętów. Dajemy mu jakieś euro i dirhamy, cały szczęśliwy.

    Jazda na autostradę. Wokół drogi dojazdowej bieda aż piszczy.
    Zimno, 2 stopnie. Grzane manetki nie mają lekko.
    Nudna, ale spokojna i bezpieczna jazda i nagle wjeżdżamy w góry. Co za widoki.
    Gdzieś tam w oddali majaczy jakiś ośnieżony szczyt, ale nie on robi największe wrażenie.
    Góry wokół nas otaczają chmury i mgła, a że akurat słońce wschodzi na pomarańczowo-różowo, jedziemy w tej mglistej poświacie. Pięknie.

    Zimno!
    Zjazd z gór – samochody ciężarowe, oczywiście przeładowane ponad normę, na potęgę zjeżdżają na hamulcu nożnym. Wszędzie zapach pieczonych hamulców, mimo znaków co kilka kilometrów przypominających o hamowaniu silnikiem (kto nie wie, to już tłumaczę: w ciężarówkach z góry hamuje się retarderem, takim elektromagnetyczny systemem, który bez tarcia spowalnia obroty na wale i oszczędza system hamulcowy) ale do nich to nie trafia.

    załadowane.jpg

    w drodze.jpg

    W okolicy Agadiru koniec autostrady, zaczynają się kontrole policji i żandarmerii.
    Jest zwolnienie ruchu, aż do stopu, a potem się podjeżdża pojedynczo i tłumaczy.
    My mieliśmy fory, wiadomo, turyści, to wszystko zawsze grzecznie. Tutaj też, tylko zapytali o cel podróży, wzięli fiszkę (kserówkę paszportów i dowodów rejestracyjnych) i bon route.

    Agadir objeżdżamy obwodnicą, spore miasto, ale i tak widzimy, że tam ładnie i czysto. Ale my ciśniemy dalej.
    Jedzie się wolno, bo dziwnie, ale każdy jedzie przepisowo.
    Chociaż może nie do końca. Czasem jest tak, że gość nie może zdecydować się którym pasem mu lepiej jechać, i jedzie środkiem.
    Kierunkowskazów oczywiście nie używają.
    Na rondach wolna amerykanka, czyli na czuja.

    Znowu w góry, przerwa na fotki.

    przerwa.jpg

    Dalej nudna droga na Guelmin, widok jak z USA z tą drogą po horyzont i pustynią naokoło. Nie da się objechać tego miasta jadąc z północy na południe Maroka, nie ma obwodnicy, trzeba telepać się zatłoczone centrum.
    Wjeżdżamy akurat gdy w meczecie trwają modły, wyją na całe miasto.
    Szukamy jakiegoś obiadu, gość z knajpy mówi że za 5 minut. Ok., pewnie po modlitwie.
    Faktycznie.
    Zamawiamy jakiś tam tadżin, nie jest zły.
    Ale kelner podrzuca to sałatkę warzywna, to wodę, to chlebki do zagryzienia, których nie było w pakiecie.
    Ale jemy bośmy głodni, a żarcie smaczne..
    No i na rachunku jest potem dużo więcej niż wynosiła cena bazowa.
    Trudno, ale trzeba się pilnować na przyszłość, bo oni we krwi mają kantowanie, zwłaszcza białych.

    Szukam jeszcze sklepu spożywczego. Nie ma tam czegoś takiego jak żabka. Jest cała ulica ze straganami, ale tu miski i wiadra, tu nasiona, tu orzechy, tu marchew, ale żadnych konkretów.
    W końcu jakiś miejscowy chłopaczek prowadzi mnie do jakiegoś sklepiku, na półkach same napoje gazowane i zagryzki, ale w lodówce stoi kilka jogurtów.

    Na ulicy żebrze stara kobieta, rzucam jej jakieś drobniaki, ona bardzo wdzięczna. Mają tam chory system jeśli chodzi o kobiety. Gdy mąż umrze albo coś innego się wydarzy, kobietą (i dziećmi) ma obowiązek zająć się rodzina męża. Ale to tylko w teorii tak ładnie wygląda, jak wszystko w tym pieprzonym islamie. Kobiety dostają kopa w dupe i na ulicy żebrzą albo sprzedają chusteczki. Z dzieciakiem na ręku.
    Nikt takiej nie weźmie „bo przecież już jest nieczysta”, wszyscy mają wywalone „bo sama jest sobie winna”. Nie może iść do pracy bo poza prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci nic nie umie. Do końca życia skazana i naznaczona. Ciekawe co potem z takim dzieciakiem.

    Ale zaraz też podchodzi gość z kartką, że dostał wypis ze szpitala i potrzebuje na lekarstwa.
    Już wcześniej czytałem o takich cwaniakach, co albo świadectwa ze szpitala przedstawiają, albo z więzienia, że niby są prześladowanymi Sahrawi (o tym później).
    Więc tego gościa zlewamy, niech idzie do roboty bo nie wygląda na chorego.

    W tym całym Guelmin światła za światłami, oczywiście nieskoordynowane, silnik się grzeje.
    Ale już po wyjeździe z miasta znowu „powietrze i otwarta przestrzeń”, jedzie się wyśmienicie.
    Kilkadziesiąt kilometrów od oceanu już czuć przyjemny chłód, a było tak gorąco.
    Jedziemy pod słońce. Bardzo blisko oceanu i klifu, o który rozbijają się fale, a wiatr od oceanu podnosi słoną mgłę i niesie ją w głąb lądu.
    Czytaj: na nas.
    Szyba kasku robi się cała mętna, jadę na samej blendzie.
    Po chwili blenda tak samo. Okulary korekcyjne również się zalepiają, tak jak szyba motocykla i deflektor.
    Strój lepi się od tej soli.
    Ale widok jazdy pod słońce, w takiej mglistej otoczce, iście magiczny.
    Tak samo magicznie nie wiadomo skąd wyjeżdżają na nas ciężarówki bez świateł zza tego słońca.
    Ryzykownie jest też wyprzedzać, ale tam hektometry prostych przez pustynię zachęcają do tego.

    trasa pustynia.jpg

    No i ciach.
    Kontrolne spojrzenie w lusterko, nie mam kamerki na kasku.
    Zjeżdżamy na pobocze.
    Jest 10% szansy, że na poprzednim postoju zamiast na kask, schowałem ją do kufra. Otwieram kufer, a tam uśmiechnięta gęba Micha. „To nie problem, to część przygody”.
    Szkoda kamerki. No ale żyjemy, jedziemy dalej.
    Poza tym mamy drugą kamerkę, starego Drifta Ghost S, ale już bez stabilizacji.

    szuka kam.jpg

    Robi się ciemno, ale mamy na mapie pokazane, że w najbliższej wiosce są noclegi.

    zachod sl.jpg

    Wjeżdżamy w wioskę, po obu stronach jakieś stragany, załadowane land rovery, harmider. Na czuja zjeżdżamy w kierunku plaży.

    wios.jpg

    No i jest hotelik w starym kolonialnym domu z widokiem na ocean, na plaży dzieciaki kopią piłkę.

    wio hot.jpg

    wio hotelik.jpg

    wio plaza.jpg

    Właścicielkami są dwie uśmiechnięte siostry w średnim wieku. Niestety wolnych miejsc brak.
    Szukamy dalej, ktoś mówi o hotelu, ale nie chcemy, więc pokazuje że kemping jest tam, jedziemy, nie ma, potem znowu gdzieś. W końcu i tak lądujemy w hotelu Sahara Beach. 23 euro ze śniadaniem, no dobra. Ale motorki muszą zostać przed hotelem, przy ulicy, bo nie mają innego parkingu ale ponoć jest monitoring. No dobra.
    Trochę dziwna sytuacja, każdy w mieście od razu poleca ten hotel. W środku poza nami kompletnie pusto. W recepcji na zmianę dwie bardzo ładne młode dziewczyny, kucharz to też młody bystry chłopak, wszyscy świetnie mówią po angielsku.

    Wykończenie pokoi znowu po afrykańsku. Najpierw okafelkowali a potem się zastanawiali, którędy pociągnąć wodę.

    wyk.jpg
    Attached Images

  11. #11
    Senior Member Avatar qbalon
    Dołączył
    sty 2010
    Postów
    372
    Motocykl
    Była XTZ 660 jest BMW G650 X Challenge
    Skąd
    Magdalenka

    Domyślnie

    Generalnie fajnie by się czytało i oglądało gdybyś odpuścił sobie teksty o "ciapatych" czy "pieprzonym islamie".
    Jakby Ci się czytało relacje np. Niemca z podróży po Polsce opisujących nas jako złodziejskich polaczków z kretyńskiego katolistanu?

  12. #12
    Member
    Dołączył
    sty 2016
    Postów
    86
    Motocykl
    Kawasaki KLR 650
    Skąd
    Warszawa

    Domyślnie

    Popieram qbalona, zwykle podróżnika cechuje ksenofilia, a tu słabo to wyszło...

  13. #13
    Nie wylewa za kołnierz Avatar marcinjunak
    Dołączył
    sty 2010
    Postów
    5,655
    Motocykl
    KTM 950 ADV, I dream about... little more orange power :)
    Skąd
    Dęblin-Wawa
    GG
    GG: 2320727

    Domyślnie

    A mi się podoba, w takiej relacji chodzi właśnie o przedstawienie swoich odczuć. Skoro kolega tak uważa to dlaczego mu to wypominacie. Jak Wam się nie podoba to nie czytajcie dalej.
    Ja czytam dalej i popieram.
    Był Junak M10, WSK125, potem xt600z i xtz750 aż w końcu przyszło nawrócenie, lc4 620 sc, exc 520, a teraz Hidden Content
    No i oczywiście WSK 125 73' jest nadal, fajnie powspominać szczeniackie czasy Hidden Content
    Hidden Content

  14. #14
    Senior Member Avatar qbalon
    Dołączył
    sty 2010
    Postów
    372
    Motocykl
    Była XTZ 660 jest BMW G650 X Challenge
    Skąd
    Magdalenka

    Domyślnie

    Marcin, litości...
    W latach trzydziestych Hitler z kumplami dość ekspresyjnie przedstawiali swoje uczucia. Względem Żydów, Cyganów, Polaków, Rosjan, homoseksualistów, niepełnosprawnych i innych.
    Zaczęło się od słów piętnujących inność, szukania i wskazywania winnych wszelkiego złego a skończyło na komorach gazowych i krematoriach.
    Dla mnie niepojęte jest że znając doświadczenia naszych dziadków część z nas tępo powiela schematy sprzed 90-ciu lat.
    Co do relacji wnosi obnoszenie się ze swoja ksenofobią?
    Mamy poznać prawdziwe oblicze naszego kumpla z forum?
    Takie poglądy to w cywilizowanym świecie powód do wstydu a nie chwalenia się.
    Pomijam fakt, że podchodzą pod paragraf. Podmień "islam" na "katolicyzm". I czekaj na ciąg dalszy spektaklu pt. "Obraza uczuć religijnych".

  15. #15
    Senior Member Avatar Tomek2071
    Dołączył
    kwi 2017
    Postów
    382
    Motocykl
    Yamaha xtz 750 super tenere
    Skąd
    Dubielno

    Domyślnie

    Nie zamieniajmy fajnej relacji w gówno burzę :hammer Litości!!!!!!

  16. #16
    Member Avatar niedżwiadek
    Dołączył
    sty 2015
    Postów
    98
    Motocykl
    KTM 1190 R,Honda xr650L,Triumph Rocket 3
    Skąd
    Krzywe/Suwałki

    Domyślnie

    Junak ma rację jak komuś nie pasuje nie czytać.

  17. #17
    Senior Member Avatar Tomek2071
    Dołączył
    kwi 2017
    Postów
    382
    Motocykl
    Yamaha xtz 750 super tenere
    Skąd
    Dubielno

    Domyślnie

    zz44 dawaj co tam było dalej

  18. #18
    Senior Member Avatar zz44
    Dołączył
    gru 2013
    Postów
    557
    Motocykl
    XTZ 750 1992r.
    Skąd
    Gdynia

    Domyślnie

    https://www.youtube.com/watch?v=-91C...youtu.be&t=175
    https://www.youtube.com/watch?v=UAaW...=youtu.be&t=75

    a, no i to też
    https://www.youtube.com/watch?v=H4LJFoSjwxc

    Dzień wrażeń i sporo zdjęć, chyba dam na dwa razy bo wczoraj coś mi się posypało.

    Rano śniadanko bardzo dobre, pełna kultura, kawa do kubka termicznego.
    Dopiero tutaj pierwszy raz sprawdzam kontrolnie olej i…mało. Już poniżej minimum. Dolewam ale daje mi to do myślenia. To że silnik bierze to jedno, ale na postoju widać, że kapie też spod pokrywy zaworów.
    Wyjeżdżamy z opóźnieniem.

    hotel.jpg

    Gdzieś tutaj przejeżdżamy granicę Sahary Zachodniej. Dla kogoś niezorientowanego jest to po prostu kolejny post, gdzie trzeba okazać dokumenty. No może troszkę bardziej obwarowany i obsadzony.
    Szybka lekcja historii, czym jest Sahara Zachodnia (znowu niezastąpiony stary National Geographic):

    2ng.jpg

    W skrócie: Sahara Zachodnia jest pod okupacją Maroka, i to taką okupacją na serio, z aresztowaniami, znikaniem ludzi itp. Spora część żyje w tych obozach w Algierii (Tinduf) (Algieria jedyna udziela im wsparcia, bo od zawsze ma kosę z Marokiem), reszta została na terenach kontrolowanych przez Maroko, i o pozycji wyższej niż rybak czy obsługa na stacji benzynowej, nie mogą nawet pomarzyć. Marokańskim władzom trzeba oddać, że wyciągają rękę na zgodę, oferują jakąś tam autonomię regionu (coś na wzór obwodów autonomicznych w Rosji) itp, ale nie mogą się dogadać, nawet przy wsparciu ONZ (w sumie nie znam sytuacji, gdy siły ONZ do czegoś się przydały). Ale jakoś nie potrafią się dogadać.
    Miało nie być o polityce, ale osobiście szkoda Saharyjczyków, bo są w identycznej sytuacji jak my kiedyś.
    I to, czy jakieś państwo uzyskuje niepodległość, nie jest wynikiem jedności, walki, powstań, determinacji, tylko chwilową manierą potęg politycznych, które akurat dostrzegą w tym jakieś korzyści dla siebie.
    A Maroko ma sztamę z USA i UE, europejskie firmy (w tym polskie) skubią saharyjskie fosforyty, konsumenci z UE lubią smaczne rybki z zasobnych wód saharyjskich itd. Hiszpania dawno umyła ręce, Rosja nie ma tu żadnego interesu, a dla Algierii istniejący statu quo jest już wystarczająco problematyczny.
    Szerzej i bardzo ciekawie o tej sytuacji pisze Bartek Sabela w książce "Wszystkie ziarna piasku". Jak ktoś chce mogę pożyczyć.

    Al-Ujun, największe miasto Sahary Zachodniej. Bardzo ładne, zadbane, widać że Maroko pompuje kasę w takie projekty.
    Raz, aby pokazać, że „jest u siebie”.
    Dwa, aby zbić argumenty przeciwników zarzucających Maroku prowadzenie wyłącznie rabunkowej gospodarki.
    Trzy, aby w przyszłości w razie odłączenia Sahary (co już raczej nie nastąpi) mieć podstawę do naliczenia kolosalnych odszkodowań.
    W Al-Ujun policyjne kontrole bardzo gęsto, sporo tu widać wojska, całe miasto usiane progami zwalniającymi, niby przed przejściami dla pieszych, ale wiadomo, że chodzi o uniemożliwienie ewentualnego szybkiego rajdu przez miasto bojowników z Polisario.
    Tutaj oprócz fiszki potrzeba również numeru nadanego indywidualnie każdemu na wjeździe do Maroka i zapisanego w paszporcie. Więc aby potem było szybciej, do fiszek dopisujemy ten numer, datę wjazdu do Maroka oraz nazwę przejścia (Tanger Med).

    Miasta w Saharze Zachodniej, z uwagi na nadmiar hektarów wokół nich, maja zazwyczaj bardzo reprezentacyjny wjazd wraz z finezyjną bramą, oraz czterema lub sześcioma pasami, aby było po czym defilować. Oczywiście potem te sześć pasów zjeżdża się w dwa wąskie, no ale lans na wjeździe jest.

    brama.jpg

    brama2.jpg

    Jazda na południe, w Boujdour na stacji benzynowej zagaduje mnie plemnik, jak ich nazwaliśmy, bo noszą takie tradycyjne sukienki z czubatym kapturem, a ogonek tego kaptura zawsze im zwisa w którąś stronę, a ci goście w całym tym stroju wyglądają jak Źli Czarownicy,
    Mówi że jego kumpel ma miód do sprzedania. I zaraz podjeżdża na skuterku uśmiechnięty brodaty gość w kasku.

    miod.jpg

    Ale naprawdę uśmiechnięty szczerze, bardzo pozytywny facet, sprawia wrażenie jakby był jakimś hipisem na łące marihuany, w przeciwieństwie do swojego plemnikowatego kumpla, szczerbatego, o zakapiorskim spojrzeniu.

    ple.jpg

    No i gość z motorka oferuje mi miejscowy miód. Na takie frykasy zawsze jestem łasy, ale udaję obojętność. Różne słoiczki w różnych cenach, wybieram miód z kaktusa i oczywiście zbijam cenę. Gość trochę zdziwiony ale się zgadza. W ogóle mówił że urodził się w Holandii, i widzę, że jest prawie biały. Zastanawiam się czy to nie jeden z neofitów.

    st bouj.jpg

    Ale jakby nie było, gość nastraja pozytywnie i jedziemy dalej.

    I teraz ciekawostka. Wyprzedzamy stary autobus na polskich tablicach. Bez pasażerów, załadowany jakimiś pudłami i towarami. A za kierownicą…..czarni Murzyni. Machamy im, oni jeszcze radośniej nam odmachują, tylko się im zęby świecą. Potem kilka razy oni wyprzedzają nas gdy mamy przerwę, potem znowu my ich, za każdym razem sobie machamy. Weseli goście, do dzisiaj nie wiemy co tam robił autobus z „polskimi Murzynami”, czy był jakoś zaangażowany w Eco Africa Race?

    autobus.jpg

    O po drodze wyprzedzamy Land Rovera z…wielbłądem na pace. Siedzi sobie na boku, przywiązany, tylko głowa mu się kolibie na długiej szyi, widać przyzwyczajony. Potem jeszcze kilka razy widzieliśmy taką akcję.
    Mijamy też farmę 100 wiatraków. Kolosalne wrażenie, te najdalsze giną w piaskowo-słonecznej mgle. Oczywiście inwestycja Maroka.
    Ciekawe zjawisko – na drogach robią się zaspy z piasku, czasem na szerokość całego pasa i przyjeżdża gość odpiaszczarką, takim spychem, i albo spycha na pobocze, albo bezpiecznie przenosi wydmę kawałek po kawałku na druga stronę drogi i tam wysypuje, jakby przeprowadzał kaczątka.
    Na jakimś punkcie kontrolnym szeregowy żołnierz każe czekać, przychodzi ważny kapitan-chef. Bierze nasza fiszkę do ręki, mamy tam też nadrukowaną mapkę naszej trasy.
    Ogląda fiszkę, po czym gapi się w mapkę. W jeden punkt. Nic nie kuma, to widać, dobrze że jeszcze nie trzyma kartki do góry nogami. Ale gapi się, bo jest ważny i musi pokazać, że on tu kontroluje.

    Gdzieś w trasie robimy przerwę.

    pustynia.jpg

    pustyniaa.jpg

    Na pustyni rośnie, oraz również kwitnie, sporo roślin. Ciekawych, bo niespotykanych u nas.

    pust ros.jpg

    pust rosl.jpg

    Gdzieś po drodze stoi jedyny znak drogowy podający odległość do Dakaru.

    tablica.jpg

    Naklejam również tutaj nalepkę z Michem

    znak naklejka.jpg]

    Powoli spotykamy i wyprzedzamy coraz więcej samochodów związanych z wyścigiem. Szwajcarski samochód serwisowy na kamperze, serwisowa ciężarówka.
    Wreszcie na jednej stacji stajemy a tu już tankuje się kilku zawodników Eco Africa Race.

    siema.jpg

    No ale nie lecimy do nich jak nastolatki do Michaela Jacksona. Siema, siema, i każdy robi co ma robić.
    Przepuszczamy w kolejce nowych, bo oni chyba trochę bardziej się spieszą niż my.
    Michał rozmawia z jakimś Francuzem,

    fra.jpg

    okazuje się, że jego kumpel zmielił mussa,

    muss.jpg

    zostały z niego wióry, i pyta o dętkę przednią. Nie na darmo zapakowaliśmy się jak na podbój Marsa, dętki mamy i to dwie. Dętka jest dla Madou, Senegalczyka, który w Dakarze ma sklep motocyklowy! Obiecuje że w Dakarze dostaniemy z jego sklepu dwie dętki. Ok, no problem, chociaż ja bardziej jestem zainteresowany olejem, i to nawet nie jako prezent, bo w Maroku nie widziałem oleju motocyklowego, więc chętnie kupię jak tylko będzie okazja.
    Ale Madou potrzebuje jeszcze pompkę. Zaskoczony jak mu wyciągamy kompresor.

    mad.jpg

    Nabija koło raz dwa i montują na moto.

    mado.jpg

    Jadą ponoć w tej kategorii, gdzie nie ma zaplecza technicznego i sami muszą sobie radzić z usterkami. To dopiero hardcore.
    Spotykamy też polską ekipę i naszego zawodnika (cholera nie pamiętam kogo), fajne luzaki, ale nie zajmujemy im czasu, zgadujemy się na potem.

    Dzieciaki na stacji robią zdjęcia naszym antykom, pewnie też myślą, że startujemy, też mamy kolorowe motocykle.

    A, słuchajcie teraz jaka sytuacja.
    Michał rozmawia z ekipą, ja coś poprawiam przy moto. I podchodzi chłopaczek około 20 lat, ma gdzieś wyścig, jest z całkiem innej bajki, coś mi po hiszpańsku nawija, „bus” (tyle zrozumiałem) i rozpaczliwie pokazuje kierunek, gdzie przed chwilą ze stacji odjechał autobus.
    Ok, rozumiem, chłopak się spóźnił. No dobra, rolbag idzie na glebę, chłopak siada na kanapę i gonimy autobus. Ten na szczęście zatrzymał się jakiś kilometr dalej i czeka na chłopaka. Ten mi dziękuje, pytam tylko - Sahrawi?
    - Si, Si! Gracias!

    Madou już jedzie dalej, inni też. Fajnie że mogliśmy coś pomóc. Swoją drogą to wszystkie chłopy dwumetrowe z łapą jak Pudzian. No może oprócz Japończyka, mniejszego niż wszyscy wcześniej widziani Japończycy, ale widocznie zawziętego nie mniej niż te Pudziany.
    W każdym razie na takie Dakary i Eco Afryki trzeba mieć krzepę.

    Podjeżdża stary Saharyjczyk okutany w turban, na całkiem niezłym Land Cruiserze bodaj 75 pick-up ma kilka beczek i wielkich baniaków.

    land cru.jpg

    Zalewa to wszystko. Na pustyni bez paliwa nie ma życia. A i z paliwem lekko nie jest.
    W ogóle gość z obsługi stacji, też pewnie Saharyjczyk, miał jakby makijaż, jakby ciemne obwódki wokół oczu, potem jeszcze u kilku gości na terenie Sahary coś takiego widziałem. Nie wiem czy czymś to malują czy tak mają naturalnie.

    oczy.jpg

    Ok, ruszamy bo jeszcze droga daleka.

    stacja (2).jpg

    Wyprzedzamy co chwila wozy zabezpieczenia rajdu, znowu LC80, Ciężarówka z lawetą (to chyba byli ruscy) ciśnie 110 albo i więcej, dobiliśmy do nich ale ciężko utrzymać tempo, nie mówiąc o wyprzedzaniu.

    Pustynia. Czasem jakiś namiot ze szmatek nad urwiskiem oceanu albo w głębi pustyni, ktoś koło niego chodzi. Co tam robi? Co można robić na pustyni? Całe życie?

    Pustynia ma różne oblicza, oczywiście piaszczysta, jak na obrazkach, ale najczęściej, zwłaszcza na terenie Sahary, kamienie. Duże, małe, pojedynczo, w kupach aż do rumowisk i litych skał. Teren płaski jak stół, albo z małymi pagórkami jak na Pomorzu, okrągłymi lub o spiłowanych, płaskich szczytach, wtedy mamy winkle.
    Pustynia bywa goła, piach lub skała, lub porośnięta roślinami. I to naprawdę wieloma.
    Wielbłądy wychodzą na drogę, całymi stadami. Sprawiają wrażenie bardzo powolnych i spokojnych zwierząt. W stadach malutkie puchate wielbłądki śmiesznie biegną przy matce.

    wielbl.jpg

    Asfalt tam bardzo dobry, bez dziur. Ruch znikomy, dobrze się jedzie. Trochę nudno, ale jest frajda z płynięcia przez przestrzeń. Tutaj robimy długie odcinki, z jednej strony wymuszone to jest rozrzuconymi stacjami, a z drugiej ciśniemy na Dakhlę.

    Na poprzedniej stacji dopiero zdjąłem zimową podpinkę, bo tak to ciągle zimno. I teraz żałuję, bo mnie przewiewa. Wiatr od morza zawiewa w prawy but, pod prawa rękawicę, pod kołnierz i nawet pod nerkę, mimo że kurtka spięta ze spodniami.

    - - - Zaktualizowano - - -

    No dobrze, trzymamy się tej grupy z laweta, LC i innymi samochodami.
    Razem z nimi przejeżdżamy kilka posterunków na skinienie głową i skręcamy na Dakhlę. Mijamy zawodnika, który dociąża przednie koło, ledwo się toczy, ale pokazuje że ok. Wieje jak jasna cholera. W końcu Dakhla to jedna ze światowych stolic kite-surfingu. Jedziemy na boku, śmiesznie to musi wyglądać. Mijamy zatokę z mnóstwem żagli od kite, oraz kilka hoteli nastawionych tylko na takich klientów. Oraz kamperowisko, kilkadziesiąt białych aut w rządku. Nieźle.

    Wjazd do Dakhli, wita nas przy drodze pies z bułką w pysku i łapą złamaną jak zapałka. Pieskie życie.
    Gapie robią nam zdjęcia przed wjazdem na teren obozowiska. Wjeżdżamy na twardziela za samochodami, wokół kontrole, policja, wojsko, ale na razie się nie łapią kto my i skąd.
    Jedziemy pomiędzy stanowiskami poszczególnych ekip rajdowych, tu ktoś manewruje, tu już się rozłożyli i coś serwisują.
    W najlepszym momencie wycieczki oczywiście kamerka nie pracuje.
    Dojeżdżamy do końca i spotykamy polską ekipę. Witają nas i pokazują miejsce za nimi. Ustawiamy się, ale przychodzi jakiś Niemiec i prosi aby stanąć kawałek dalej, bo tu zaraz wjedzie przyczepa. Kein problem, ruszam na skręconej kierownicy, na sypkim piachu i tadaaam! Łapię glebę w środku bazy rajdu. Ale podnoszę moto jeszcze szybciej niż spadło, tak mi wstyd. Taki Dakarowiec ze mnie.
    Na malutkim quadzie podjeżdża młody chłopak w okularkach z ekipy organizacyjnej. Każe nam zmykać z terenu, nasi Polacy biorą nas w obronę, ale chłopak mówi że to nie od niego zależy, tylko jakiegoś „dżenerala” który tu rządzi. I faktycznie podchodzi wąsaty „żeneral” w wyprasowanym mundurze, żeneralskiej czapce i srogim żeneralskim spojrzeniu, i krótko, po francusku, każe nam spadać. Bo raczej nie zaprasza na herbatę tym tonem.
    Ale chłopak z quada pokazuje, że tu obok za płotem już możemy się rozbić, i potem podejdziemy do swoich. O, fajnie. No to wyjeżdżamy za płot. Już rozkładamy namioty na glebie, gdy podchodzi policjant z ochrony i mówi że tu nie można, musimy się rozbić…..na terenie bazy. Mówimy że nie jesteśmy z wyścigu i żeneral nas tutaj wygnał. On mówi że „Ce na pas possibile” jego to nie obchodzi, żeneral jest wojskowym a on policjantem, i on ma tutaj „zona interdicte” i musi pilnować, aby nic tu nie stało i mamy wracać na teren bazy.
    No jakiś Monty Python.
    Ale nie ma tego złego. Idziemy na plażę, jest lepiej, nad samym oceanem. Motorki stawiamy obok. Miejscowi robią dzieciom przy nich zdjęcia. Fajnie że się podobają.
    Jemy kolację z podgrzewanych puszek i herbaty, szybko robi się ciemno. Michał robi rekonesans, mówi że nasza ekipa pracuje, dzisiaj już nie będziemy zawracać im głowy. Ponoć jeden gość jechał na samej feldze, ale to jutro sobie zobaczymy.
    Jesteśmy na plaży, ale to nie taka plaża jak u nas w Sopocie. Ta plaża jest bardzo szeroka, a poniżej nas jest jeszcze około dwumetrowy klif i dopiero właściwa plaża schodząca do oceanu. Daje to pojęcie o wysokości fal w czasie sztormu.

    zplaza 2.jpg

    Słońce szybko zachodzi.
    Wokół nas stawają kampery oraz wyprawówki, znowu LC80.
    Pełnia księżyca, fale oceanu. Niesamowicie.
    Już w śpiworze. Ocean szumi, ktoś sprawdza motocykl, psy szczekają.
    Attached Images
    Ostatnio edytowane przez zz44 ; Wczoraj o 08:23

  19. #19
    Nie wylewa za kołnierz Avatar marcinjunak
    Dołączył
    sty 2010
    Postów
    5,655
    Motocykl
    KTM 950 ADV, I dream about... little more orange power :)
    Skąd
    Dęblin-Wawa
    GG
    GG: 2320727

    Domyślnie

    Ta ekipa polska to serwis Duust, jechali z serwisem dla Pawła Stasiaczka, jego brata i jeszcze jednego gościa, Fabrizio.
    A sytuacja z felgą fakt, dojechał na samej feldze.
    Był Junak M10, WSK125, potem xt600z i xtz750 aż w końcu przyszło nawrócenie, lc4 620 sc, exc 520, a teraz Hidden Content
    No i oczywiście WSK 125 73' jest nadal, fajnie powspominać szczeniackie czasy Hidden Content
    Hidden Content

  20. #20
    Senior Member Avatar Lis
    Dołączył
    wrz 2017
    Postów
    611
    Motocykl
    FJ1100-47F'85 -------------------------- XTZ750-3LD'93
    Skąd
    Ruda Śląska

    Domyślnie


Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni

Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •